Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
50 postów 202 komentarze

Pomóż chodzić

prazynka - Szukam skrzydeł...

Po drugiej stronie mostu...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Aby niemożliwe stało się możliwe trzeba wierzyć i nie poddawać się, nawet wtedy, gdyby wszyscy byli przeciw...

 


ródło-internet)

 

MOST

Nie wierzyłem Stojąc nad brzegiem rzeki,

Która była szeroka i rwista,

Że przejdę ten most,

Spleciony z cienkiej, kruchej trzciny

Powiązanej łykiem.

Szedłem lekko jak motyl

I ciężko jak słoń,

Szedłem pewnie jak tancerz

I chwiejnie jak ślepiec.

Nie wierzyłem, że przejdę ten most,

I gdy stoję już na drugim brzegu,

Nie wierzę, że go przeszedłem.

Leopold Staff

 

Relacja z pobytu w szpitalu.

15.04.12 opuściłam Polskę wraz z jeszcze jedną osobą z podobnym urazem jak mój, która zdecydowała się na leczenie u profesora Hintermanna.

Następnego dnia, tj. 16.04 ok. godz. 10.00 wykonano u mnie nowe RTG a o 10.30 odbyła się konsultacja przedoperacyjna z profesorem Hintermannem podczas której raz jeszcze ustalono stan nogi na podstawie badań medycznych oraz przeanalizowano plan operacji. W trakcie konsultacji tłumaczem był polski ambasador w Szwajcarii, pan Marek Wieruszewski. W tym miejscu przesyłam dla pana Marka wielkie podziękowania. Korespondowaliśmy ze sobą przed wyjazdem i dzięki Jego deklaracji pomocy jechałam spokojna o losy tłumaczenia. W ciągu kolejnych godzin tego dnia odbyła się konsultacja z anestezjologiem, a także badanie EKG. Zakwaterowano mnie w pokoju dla gości. Był to apartament w budynku znajdującym się niedaleko szpitala.

Następnego dnia rano stawiłam się w izbie przyjęć na blok operacyjny. Był to przytulny pokoik , jakże odmienny od polskich realiów. Zostałam zaprowadzona na salę przedoperacyjną, gdzie znajdowały się łóżka oddzielone od siebie parawanami, także z zachowaniem pełnej intymności mogłam przebrać się w odzież potrzebną do operacji. Moje rzeczy osobiste zamknięte w walizce zostały zapakowane do szafki, która czekała następnie na mój powrót z operacji i dopiero wraz ze mną trafiła do ostatecznego pokoju.

Ale wracając do tematu… Po wyjeździe pana Marka moim tłumaczem wręcz na zawołanie została pani Tereska. Przemiła i bardzo pomocna osoba, Polka z pochodzenia, mieszkająca od 30 lat w Szwajcarii. Pomogła mi przebrnąć przez wszystkie kolejne rozmowy, zarówno z anestezjologiem, jak i pozostałym personelem medycznym. Była ze mną tuż przed operacją, gdzie jeszcze na sam koniec, nim wyjechałam na blok operacyjny, pomagała wyjaśnić wszystkie obawy.

W końcu wyruszyłam na blok operacyjny. Ze względu na komplikacje z kręgosłupem po wcześniejszych zabiegach zdecydowano znieczulać mnie ogólnie. Także po wkłuciu dożylnym odpłynęłam… Planowo operacja miała trwać 1 godzinę, jednak okazało się, że trwała 2,5 godziny.

Dlaczego? Ano dlatego, że po otwarciu nogi okazało się, że jej stan jest katastrofalny. Masa błędów lekarskich, materiały medyczne wykorzystane we wcześniejszych operacjach były odrzucane przez mój organizm. Profesor miał wykonywać tylko te najistotniejsze kwestie podczas operacji, resztę mieli wykonywać jego asystenci. Tak wynikało z wyceny za zabieg, na co się zdecydowałam, gdyż operacja profesorska to zupełnie inny pułap cenowy. Jednakże stan mojej nogi był tak zły, że praktycznie całą operację wykonywał profesor osobiście. Po operacji dowiedziałam się, że była to jedna z najtrudniejszych operacji profesora. Ile przyjdzie mi za to zapłacić dziś jeszcze nie wiem, ale bardzo się faktury obawiam.

Po operacji do czasu wybudzenia znajdowałam się w sali pooperacyjnej, a następnie zostałam wywieziona, wraz z moją szafką, do sali docelowej. Leżałam trzy dni w sali dwuosobowej. Miałam przyjemność poznać dwie panie, Szwajcarki. Jedna z nich była innego wyznania, ale razem ze mną modliła się o zdrowie mojej nogi, choć sama byłą po operacji ramienia, to klęczała przy moim łóżku. Płakałyśmy obie i żarliwie modliłyśmy się o zdrowie. Taki dysonans pomiędzy polskimi realiami. Przed moim wyjazdem niejeden katolik mi naubliżał, zwłaszcza tu na Nowym Ekranie…

Po tych trzech dniach opuściłam szpital i wróciłam do apartamentu, gdyż dowiedziałam się, że koszt operacji wzrośnie. Nie mogłam sobie pozwolić na pobyt w szpitalu, gdzie za 1 dobę koszt wynosi ponad 3 tys zł, a w apartamencie ok. 400 zł.

Wg planu, w poniedziałek miałam mieć ostatnią konsultację ortopedyczną, jednak okazało się, że w nodze rozwija się zakażenie. Zdecydowano się przepisać mi antybiotyk. Niestety, nie będąc już pacjentką szpitala, musiałam wykupić antybiotyk w miejskiej aptece. Lek, który u nas kosztuje mniej niż 20 zł, tam kosztował mnie prawie 400 zł. Po wykupieniu recepty zostałam w Szwajcarii bez grosza. Nadal mieszkałam w apartamencie, w którym mogłam sobie sama gotować, ale jedzenie trzeba było zakupić samemu. I tu znów wielkie słowa podziękowania dla pani Tereski, która zasponsorowała mi wyżywienie, jak również załatwiła transport ze szpitala do apartamentu.

Przez te dni leżałam z nogą uniesioną do góry i czytałam książki. Nocami jednak nie spałam. W środę już wiedziałam dlaczego… Stan nogi był fatalny, nie mieściła się w gipsie z powodu opuchlizny. Strasznie bolało. Zlecono mi zdjęcie szyny gipsowej i okłady z sera, który w dwa dni przyniósł niesamowitą ulgę ściągając odczyn zapalny i opuchliznę. Z dnia na dzień zaczęłam zauważać minimalną, ale jednak! poprawę stanu nogi. Zaczęło mijać też przerażenie, gdyż pamiętałam z czasów w Polsce, jak powtórnie otwierano mi nogę.

W piątek stan nogi pozwalał na założenie gipsu. Wypisano mi kolejną receptę, ale nie było mnie stać na jej realizację. Kwota wynosiła bowiem 521 franków. Podczas tej konsultacji miałam rozmowę na temat rokowań. Profesor wrócił do tematu ciężkości mojej operacji i stanu nogi (wg niektórych Polaków jechałam podobno na zabieg kosmetyczny) i nie wyklucza, że nie jest to moja ostatnia operacja. Być może potrzeba będzie przesunięcia ścięgien. Te słowa zabolały bardziej niż najsilniejszy ból fizyczny. Jednak aby móc stan nogi ocenić potrzeba czasu. Za dwa miesiące mam mieć następną konsultację po ściągnięciu gipsu.

Zanim jednak wyruszyłam w drogę powrotną do Polski miałam szansę poznać głównego Darczyńcę, panią Grażynkę, która przyjechała również na konsultację do profesora za moją namową. Jest to osoba z takim samym problemem. Ona jak nikt rozumiała, co czuję, bo czułyśmy ten sam ból i tę samą niemoc. Dziękowałam nie raz, dziękuję znowu, gdyby nie ta jedna olbrzymia wpłata to tej operacji nie byłoby jeszcze co najmniej z rok.

Po tym wzruszającym spotkaniu opuściłam Szwajcarię, ale nie mówiłam żegnaj, mówiłam do zobaczenia. I nie tylko dlatego, że mogę tam jako pacjentka wrócić. Ale dlatego, że to wyjątkowy kraj. Nigdy nie doświadczyłam ze strony służby zdrowia tyle ciepła i poszanowania. Szwajcaria to kraj ludzi życzliwych sobie nawzajem. Najwyższej rangi profesor podaje rękę na przywitanie zarówno pacjentowi jak i najniższemu personelowi medycznemu. Myślę, że w Polsce takie czasy długo nie nastaną, a może nigdy. W mentalności Szwajcara stanowisko, jakie zajmuje, jest służbą, jest pracą, jaką trzeba wykonać jak najlepiej to możliwe. W mentalności Polaka- powodem do wielbienia. Opuszczałam ten kraj z pewnym smutkiem, mając świadomość tego, co czeka mnie w Polsce (kolejki na NFZ miesiącami, żenująca rehabilitacja na kasę chorych).

Po powrocie do kraju: Aktualnie zakończyłam przyjmowanie antybiotyku. Niestety nadal utrzymują się dolegliwości neurologiczne, wynikające z tego, że operacja była ortopedyczno-neurologiczną, jak również z powodu zaniku i tak już bardzo osłabionych przez ostatnie lata mięśni. Nie sypiam nocami, gdyż wówczas dolegliwości się nasilają. Nerwy w mojej nodze zwariowały. Reagują jak chcą i kiedy chcą. Przez moją nogę przepływają prądy, to palące, to porażające. Raz czuję nadreaktywność, by za chwilę tracić czucie. Moją operowaną stopą skurcze mięśni rzucają we wszystkie strony. Ogromnie boli. Stan taki może utrzymywać się ok. 3 miesięcy. Jeśli jednak nie minie po tym czasie należy rozważyć zabieg odnerwiania, polegający na przecięciu nerwu. Zabieg ten jednak definitywnie pozbawiłby mnie czucia.

Tak wygląda sytuacja na dziś. Nie myślę o przyszłości, gdyż jest ona niejasna i boję jej się. Ale żyję nadzieją. Bo jestem dziś bliżej niż miesiąc temu. Przede mną teraz czas regeneracji i rehabilitacji. W lipcu planuję wyjazd do sanatorium, by stopę zacząć usprawniać. Moje słabiutkie mięśnie po tych prawie 3 tygodniach niechodzenia zupełnie zanikły. Czeka mnie wiele pracy, ale nadzieja mnie motywuje. To, co mi dodawało sił, gdy byłam w szpitalu ósmy już raz, gdy bolało, gdy źle czułam się po narkozie, to tęskniący za mną syn i Wy- Darczyńcy… wieści przekazywane mi przez Pluszaka (któremu z całego serca za prowadzenie fanpage dziękuję), Wasze wsparcie, ciepłe słowa, dalsze wpłaty na konto dodawały mi sił. Gdy myślałam, że jestem bliska załamania i rezygnacji, wiedziałam, że muszę walczyć, że jestem Wam to dłużna po tylu miesiącach Waszego trwania przy mnie i wspierania. I muszę wierzyć dalej, aby moje motto się kiedyś spełniło:

„I niech zostawię ślady stóp na piasku raz jeszcze

Zmywane przypływem, Smagane powietrzem…”

(źródło-internet)

 

Dziękuję

 

Zdjęcia z przebiegu operacji:

//www.fotosik.pl/u/pomozchodzic/album/11760...

I nieco ciekawsze zdjęcia z Liestal://www.fotosik.pl/u/pomozchodzic/album/1180022

 

 A to zdjęcie dla tych, którzy mi zarzucali, że jadę na zabieg kosmetyczny:

Rany pooperacyjne

 

 

Jeśli ktoś z Państwa chciałby wesprzeć moją rehabilitację:

 

www.pomozchodzic.pl

Dane tytułu przelewu:
Fundacja Osobom Niepełnosprawnym "SŁONECZKO" 
z dopiskiem: Na leczenie Renaty Szot symbol 274/S
Numer konta dla wpłat krajowych w złotych:
89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
Numer konta dla wpłat zagranicznych w euro:
Kod SWIFT (BIC): GBW CPL PP - 76 8944 0003 0000 2088 2000 0050
Numer konta dla wpłat zagranicznych w dolarach USD:
Kod SWIFT (BIC) GBW CPL PP - 97 8944 0003 0000 2088 2000 0060
Nazwa i adres banku:
Spółdzielczy Bank Ludowy 
Zakrzewo / Oddział Złotów 

 

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY